Wrz 18

Wrz 17

W PRL obrońcy Grodna zostali skazani na zapomnienie. O bitwie z 1939 roku nie wolno było głośno mówić – opowiada Eugeniusz Cydzik.

– Sowieckie czołgi były całkowicie rozbite. Płonęły. Nad wieżyczkami unosiły się gęste kłęby czarnego dymu. Jeden z pojazdów z rykiem silnika kręcił się w kółko. Granat zerwał mu gąsienicę. Załoga wyskoczyła na zewnątrz i wtedy zasypaliśmy bolszewików gradem kul – opowiada Eugeniusz Cydzik (rocznik 1921), który jako harcerz brał udział w obronie Grodna.

Armia Czerwona była całkowicie zaskoczona silnym oporem i determinacją Polaków. W mieście nie było bowiem żadnych poważniejszych sił. Czoła najeźdźcy stawiło jedynie kilka przypadkowych oddziałów wojska, harcerze, uczniowie, urzędnicy, cywile. Mimo to dysponujący miażdżącą przewagą Sowieci ponieśli ciężkie straty, a bitwa na ulicach miasta trwała dwa dni. Od 20 do 22 września.

– Bolszewik przeprawiał się przez Niemen. Moje stanowisko było po drugiej stronie rzeki. Miałem myśliwski sztucer z lunetą. Byli łatwym celem. Wpadłem na sztubacki pomysł i robiłem nacięcia na kolbie – opowiada Cydzik.

Ile pan tych nacięć zrobił?

– O takich rzeczach się nie mówi… Zresztą później, jak musieliśmy się wycofać i pokazałem ten sztucer stryjowi, on zbladł. Odkręcił kolbę i spalił ją w piecu. Gdyby bolszewicy znaleźli coś takiego…

Czytaj dalszą część wpisu »

Wrz 17

17 września 1939 roku nasz wschodni sąsiad zaatakował terytorium Polski bez wcześniejszego wypowiedzenia wojny. Napaść była częścią tajnego paktu Ribbentrop-Mołotow, który przed wybuchem II wojny światowej zawarły hitlerowskie Niemcy i stalinowska Rosja.
Oficjalny pretekst agresji sowietów był zawarty w przekazanej o godzinie 3.00 w nocy 17 września przez zastępcę Ludowego Komisarza Spraw Zagranicznych Potiomkina ambasadorowi Grzybowskiemu nocie dyplomatycznej. Zamieszczono tam niezgodne z prawdą oświadczenie o rozpadzie państwa polskiego, ucieczce rządu polskiego, konieczności ochrony mienia i życia zamieszkujących wschodnie tereny polskie Ukraińców i Białorusinów oraz uwalnianiu ludu polskiego od wojny.

W konsekwencji ZSRR uznał wszystkie układy zawarte uprzednio z Polską -w tym traktat ryski z 1921 roku i pakt o nieagresji z 1932 – za nieobowiązujące, jako zawarte z nieistniejącym państwem. Dlatego też między innymi odmawiano wziętym do niewoli polskim żołnierzom statusu jeńców wojennych.

Wrz 17

Wrz 16

Odświeżam szalenie aktualny dziś utwór Jana Pietrzaka…

Wrz 11

Wrz 10

Kolejny rok szkolny… czy kolejne zderzenie ze ścianą dla większości nauczycieli? Poniżej zamieszczam ciekawy komentarz Marcina Maja z Dziennika internautów
Jarek Pogodny, świeżo upieczony nauczyciel informatyki, szedł do szkoły z wielkimi planami i nadziejami. Widział się w roli oświeconego człowieka, który wielu dzieciom otworzy oczy na wielkość i różnorodność nowych technologii.

Jarek był człowiekiem ambitnym. Pracował nad uruchomieniem własnego startupu. Miał rewelacyjne pomysły, które jednak nie mogły od razu przynieść dochodu. Na studiach Jarek uczęszczał na blok pedagogiczny, więc wpadł na pomysł dorobienia w szkole. Był jednym z tych ludzi, którzy wierzyli w liczby. Jarek myślał, że mając w szkole 18 godzin zajęć, będzie pracował 18 godzin tygodniowo.

Konieczność przygotowania rozkładów zajęć i innych dokumentów nieco zbiła Jarka z pantałyku. Wciąż jednak wierzył, że to tylko takie chwilowe trudności, a potem będzie już tylko 18 godzin pracy i sporo czasu na prowadzenie firmy…

Jarek był ambitny i doszedł do wniosku, że w szkole szybko zrobi karierę. Uważał, że już w pierwszych dniach zachwyci uczniów i współpracowników swoją iście magiczną wiedzą, pomysłami, możliwościami. Nie był przecież „zwykłym nauczycielem”. Jako wykształcony informatyk uważał się za kogoś stojącego na wyższym poziomie intelektualnym.

* * *

Poprzedzające rok szkolny posiedzenie rady pedagogicznej było nudne. Nowi koledzy niespecjalnie zwracali uwagę na Jarka i nie wyrażali swojego podziwu dla jego wspaniałej osoby. O dziwo, dużo szeptali i podrzucali sobie liściki. Jarek siedział obok nauczyciela plastyki, z którym nawet się zaprzyjaźnił. Człowiek ten był idiotą, ale sympatycznym.

Czytaj dalszą część wpisu »

Wrz 9

Bardzo mily list dzis dostalismy…

Witam
Trafiłam tu przypadkiem w poszukiwaniu pewnego wiersza z 1939 roku.
Mój wójek Stefan Gędźba również miał zaszczyt walczyć u boku gen. Andersa. Niestety niewiele wiem na ten temat, za to wciąż mam przed oczami obraz który namalował przedstawiający klasztor na Monte Casino zanim został zburzony.

Pozdrawiam Wszystkich przekazując wyrazy szacunku
E.S

Wrz 1

Gammadion – Żołnierski Trud

Miałeś tylko karabin, przy pasie granaty,
Sześć ładownic naboi i bagnet na broni,
Bunkrami twymi były tylko chłopskie chaty,
Nie miałeś takich fortec, jakie mieli oni.

Nie miałeś setek armat, czołgów, samolotów,
Na śmierć szedłeś z granatem, z butelką benzyny,
Nie w okopach z betonu, a wśród wiejskich płotów,
W wieniec sławy wplatałeś swoje wielkie czyny.

Bo umierać umiałeś, śmierci oko w oko
Patrzeć z zimną pogardą i bez chwili lęku,
I gdy cię wroga kula zraniła głęboko,
Nawet w obliczu zgonu nie wydałeś jęku.

Bo żeś miał mężne serce, wiarę w słuszność sprawy,
Za którą walczyć szedłeś na swych ziem granice,
Dla której w bój poszedłeś, zażarty i krwawy,
W dym prochu, łoskot strzałów, ognia błyskawice.