Lis 20

„Mój mąż chciał umrzeć za ojczyznę” – tymi słowami pani Benigna Dobrowolska rozpoczyna opowieść o swoim nieżyjącym już mężu: Kazimierzu Dobrowolskim, który jako młody chłopak zrobił wszystko, by dostać się do armii Andersa. Dziś, uwieczniony pędzlem malarza, lekko uśmiecha się z portretu wiszącego w warszawskim mieszkaniu państwa Dobrowolskich na Bielanach – jakby swoje życie, które zbiegło się z najtragiczniejszymi losami Polski i świata, wspominał z przekonaniem, że wypełnił swoje zadanie.

Pani Benigna mieszka na parterze, przed oknem ma mały ogródek, w którym co roku znajdują się świeże kwiaty, a w mieszkaniu mnóstwo książek, gazet, ramek ze zdjęciami wnuków i przeróżnych bibelotów, których wartość zna dziś chyba tylko ona – mały biały pluszowy kotek, stare kartki, obrazki, dzwoneczek, który wita swoim dźwiękiem wchodzących do kuchni. Zapytana, czemu ma on służyć, odpowiada: „Memento mori – pamiętaj o śmierci”. Czytaj dalszą część wpisu »

Lis 5

Pełen wdzięczności przedstawiam list od wnuka żołnierza Andersa…

Niniejszym uprzejmie przesyłam w załączeniu, do ewentualnego wykorzystania i zamieszczenia na patronanders.pl, plik zdjęć z obchodów 70-tej rocznicy utworzenia Polskich Sil Zbrojnych w ZSRR przez gen. Andersa.
Uroczystości miały miejsce w Samarze, Kujbyszewie, Trockoje Wtoroje oraz w Buzułuku.
Z uwagi na awaryjne lądowanie na Lotnisku im. Chopina Boeinga 767 i zajęcie skrzyżowania pasów startowych, wylot rządowego Embraera nastąpił dopiero o godz. 23 w dniu 2.11.br. zamiast o 4 rano. Opóźnienie spowodowało, iż nie uczestniczyliśmy w pierwszym dniu obchodów. W pierwszym dniu obchodów wzięli udział weterani 2KP z Londynu, którzy udali się do Samary w dniu 1.11.br. samolotem CASA.

W uroczystościach wzięli udział m.in. córka gen. Andersa Anna M. Anders-Costa, doradca Prezydenta PR p. Waldemar Strzałkowski, który odczytał przesłanie Prezydenta RP na uroczystościach w budynku Sztabu Armii Andersa w Buzułuku, Bp Polowy WP Józef Guzdek, sekretarz B-pa Polowego ks. płk Zbigniew Kępa, Sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej K. Kunert, p.o. Kierownika Urzędu do Spraw Kombatantów Jan S. Ciechanowski, przedstawiciele Sztabu Generalnego WP, przedstawiciele Ambasady RP w Moskwie, przedstawiciele MON, historycy i muzealnicy wojskowi, v-ce gubernator Orenburskoj Oblastii, weterani z Londynu i Polski oraz Polonia rosyjska.

W obchodach wzięły również udział panie dyrektor ze SP w Nowem i Mińsku Maz., Pani Burmistrz Krośniewic oraz przedstawicielka „Dzieci Andersa” – p. Maria Gordziejko.

Z pozdrowieniami
– Rafał Majkut
wnuk kpt. Bolesława Ejsmonta (3DSK) i członek Stowarzyszenia „Karpatczycy” w W-wie

Lis 2

W komentarzu pod wpisem o śmierci Pana Ireneusza Domurata kilka pięknych , ciepłych słów wpisała Pani Krystyna, pozwalam sobie umieścić je w oddzielnym artykule…

Smutną wiadomością zaczął nam się ten słoneczny, jesienny wtorek 25 października 2011 r. Dziś nad ranem odszedł na wieczną wartę najstarszy brat mamy , a mój ukochany Wujek – Ireneusz Domurat. Przeżył 96 lat . Życie nie oszczędzało go , ale do końca był najbardziej życzliwym i pełnym poczucia humoru człowiekiem . Nigdy nie docierało do mnie , że Tego , wiecznie młodego duchem chłopca z Wizny może zabraknąć. Poprzez szkołę podoficerską do do 3. Batalionu Pancernego w Warszawie, przez walkę wrześniową i rozbrojenie pod Łuckiem przez Rosjan 17 września. Wraz z innymi żołnierzami wywieziono go do Kijowa, a potem do kopalni rudy żelaza w Krzywymrogu.Uratowany od śmierci trafił nad rzeką Uchtę do budowy linii kolejowej. Po podpisaniu układu rządu polskiego i Rosji Wujek dotarł do obozu pod Moskwą. Stamtąd rozpoczęła się jego żołnierska wędrówka przez Teheran aż do Włoch . Walki pod Monte Cassino i o Bolonię . Odznaczony najwyższymi orderami za bohaterstwo w tym Krzyżem Walecznym . Po zakończeniu wojny pracował w Anglii w P.K.P.R. pomagając innym Polakom . Wraz z poznaną W Anglii żoną Bolesławą wyemigrował do USA . Działał w Stowarzyszeniu Polaków , zawsze skory do pomocy . Odszedł , a dla wszystkich , którym był bardzo bliski , powstała ogromna luka. Już nie będzie żartował przez telefon w swojej pięknej polszczyźnie . Nie będzie dopytywał się co nowego w Łomży i jego ukochanej Wiźnie . Nie będzie żądał codziennych emailowych raportów . Odmeldował się cichutko nad ranem i po raz pierwszy nie dotrzymał słowa – Na moje 100-lecie masz się zjawić z pękiem czerwonych maków ! Maki nadal będą zakwitać w moim ogrodzie i przypominać tego najwspanialszego człowieka o duszy młodego wojaka.

Krystyna B.